Kanały:
Wpisy
Komentarze

anonim

Kobieta jest jak rzeka, z jednej strony życiodajna, z drugiej mogąca spowodować katastrofę; niby przewidywalna, lecz nigdy nie wiesz, gdzie cię zabierze; a mężczyzna jak to mężczyzna, w toku ewolucji, oczekiwań kulturowych oraz różnego rodzaju uwarunkowań, na tej płaszczyźnie też chce panować; Kobieta jest kolejnym momentem by się potwierdzić; na rzece pojawiają się tamy i jazy, by móc Ją kontrolować – być panem Jej życia i śmierci; decydować ile wody ma przepływać i gdzie – nie ważne, że Jej tożsamość powoli znika, stare koryta i zarzecza zarastają; jak już Ją kontroluje to może teraz swobodnie z Niej korzystać, z Jej niepowtarzalnych cech zrobić korzyść dla siebie, zastopować Jej dynamizm; ale, gdy nagle rzeka wylewa, pojawia się niedowierzanie – jak to, przecież zrobiłem wszystko tak jak trzeba było! to tak mi się odwdzięczasz?!
A to przecież nie tak: najpierw trzeba Ją poobserwować z brzegu, przyjrzeć się, gdzie nurt płynie szybciej, gdzie wolniej, gdzie są wiry, a gdzie miejsca płytkie, po których można przejść na druga stronę; poświęcić czas by zobaczyć jak się zachowuje, gdy Jej lustro ogrzewają promienie słoneczne, a co się dzieje, kiedy spowijają się na Nią ciemne chmury; wędrówka brzegiem jest swoistym oswajaniem ze sobą, ukazaniem, że mężczyzna nie chce kontrolować, lecz wspomagać Jej naturalny i indywidualny bieg i go chronić; po takim ‘wstępie’ mężczyzna może pozwolić sobie na zbudowanie łódki, i cieszyć się Jej bliższą obecnością oraz nauczyć się współpracy; są jednak momenty, gdy powinien przybić do brzegu i oddalić się od Niej – lecz tak by nie tracić Jej z widoku (komunia) – i pozwolić na ‘chwilę prywatności’; są też momenty, gdy pomimo strachu powinien po Niej płynąc swoją łupiną, nie bojąc się uderzeń wiatru, piorunów, rozszalałych fal; w końcu przychodzi moment, gdy mężczyzna może zostawić łódkę i stać się jednością z Rzeką, przemierzając Ją w pław, zdać się na Jej nurt wiedząc, że jest on także jego; płynąć stale poszerzając horyzont; i jeżeli mężczyzna zasłużył, Rzeka pokaże mu Swoje źródło oraz miejsca, o których nikt nic nie wie; lecz najważniejsze jest to, iż na tafli będzie mógł ujrzeć swoje odbicie – jedyne, prawdziwe, jemu samemu nieznane…

What you talkin bout willis?

łezka do łezki
i
będzie pinezka
pinezką przebiję balonik
w którym skrył się
wagonik
a w wagoniku
o!
pusto

piękno

Pewien człowiek bardzo lubił wędrować. Wiedział jak szczególnie ważne jest tu obuwie, więc poczynił szczególny trud by zdobyć najlepsze buty. Miały one twardą, wytrzymałą, a zarazem elastyczną podeszwę, wspaniale usztywniały kostkę, zapewniały nawet filtrację powietrza – dzięki czemu stopa mogła oddychać. Mógł teraz wędrować wszędzie, gdzie tylko chciał i cieszył się tym ogromnie, bo było to dla niego ogromne szczęście. Jednak podczas każdej wędrówki musiał w końcu zatrzymać się i wyjąc małe kamyczki – które jakimś sposobem dostawały się do wnętrza butów. Któregoś razu, gdy przystanął by wyjąc kamyk, który szczególnie mu dokuczał powiedział:
- Dlaczego coś takiego się zdarza? Taka drobna rzecz – spojrzał tu na ów kamyk, który obracał w palcach – tak bardzo utrudnia mi wędrówkę?
Gdy nagle ten sam kamyk odezwał się lekko uniesionym głosem:
- Głupku! Moim zadaniem nie jest sprawianie ci bólu w twej wędrówce, lecz pokazanie ci, że buty nie sprawią, iż kamienie znikną!

Jako że człowiek bez wody zbyt długo się nie ostoi, na uczelnie nie ruszam się bez prywatnego jej zapasiku. 500ml butelka napełniona wodą niegazowaną o smaku cytrynowym (podobno sama woda jest marnowana przez nasz organizm, dlatego należy ją pić z domieszką np. soku wtedy jest ona efektywniej wykorzystywana) pozwala mi przetrwać „uczelnianą suszę”. Jednak zupełnie nie dawno zauważyłem, że z tą butelką jest coś nie tak. Otóż, gdy ją przechylić pozwalała kroplom wychodzić na zewnątrz, a kropla do kropelki oznacza bark wody, mokry plecak i przemoczone notatki i materiały. Zauważyłem, że wina tkwi w korku, na którym powstała maleńka rysa – swoiste wyjście ewakuacyjne. I pierwsza myśl, która mi przyszła do głowy:
- Butelka nadaje się do wyrzucenia!
Jedyne rozwiązanie z tej sytuacji. Prawda? Macie racje, że nieprawda. Ta druga ewentualność przyszła z czasem – wymienić korek. Po tej czynności wszystko wróciło do normy. Mam teraz ładny, żółty korek :)

p.s. korek oznacza nakrętkę (wg mojego słownika) :)

daj kamienia…

Pewien Stary Rzeźbiarz pokłócił się ze swoim Przyjacielem. Zatarg by na tyle poważny, że zaprzestali ze sobą wszelakich kontaktów. Minęło dość sporo czasu, a sytuacja się nie poprawiała. W końcu Przyjaciel poczuł wielki smutek i skruszony postanowił przeprosić Starego Rzeźbiarza i zaproponować ugodę. Wiedział, że nie będzie to wcale takie proste, więc pomyślałby posiłkować się jakimś prezentem. Zastanawiał się, zatem co by mogło nim być, bo chciałby było to coś szczególnego. Jako że był geologiem posiadał w swoim zbiorze szereg wspaniałych kamieni, lecz żaden nie mógł się równać z Aleksandrytem – który był perłą kolekcji. To właśnie go postanowił dać w podarunku Staremu Rzeźbiarzowi. Zapakował prezent w pudełko i tak z gotowym podarunkiem pojechał do domu Starego Rzeźbiarza.
Gdy był już na miejscu zapukał do drzwi, lecz w odpowiedzi usłyszał tylko głuche milczenie. Właściciela nie było w domu. Przyjaciel pozostawił podarek przy wejściu, uprzednio dołączając do niego liścik, który głosił – Od Przyjaciela dla Przyjaciela, i wrócił do siebie.
Po kilku dniach Stary Rzeźbiarz zadzwonił do niego z prośbą by przyjechał. Na miejscu spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem, a jakby i tego było mało otrzymał mały upominek. Przyjaciel rozpoznał “swój” Aleksandryt, pomimo, że stał się teraz brzydki, zniszczony i bezkształtny. Stary Rzeźbiarz dostrzegł zakłopotanie swego Przyjaciela, więc rzekł:
- Zapewne odczuwasz smutek z powodu tego kamienia, który kiedyś był piękny, lecz teraz takim nie jest. To za sprawą mojej pracy; próbowałem go oszlifować i nadać mu kształt łzy. Niestety, im bardziej się starałem to uczynić tym gorzej mi to wychodziło.
- Więc dlaczego mi go dałeś? – zapytał zdziwiony Przyjaciel.
Stary Rzeźbiarz uśmiechnął się i odparł:
- Bo teraz wiem, że nie ja zmieniłem ten kamień, lecz to kamień zmienił mnie.
I tak przyjaźń Rzeźbiarzem a Geologiem powróciła na nowo, stając się jeszcze bardziej silniejsza niż wcześniej.

Pewnego razu uczeń rzekł do swego mistrza:
- Bycie dobrym człowiekiem jest takie trudne. Staram się zawsze postępować mądrze, sprawiedliwie i z miłością lecz jakże rzadko udaje mi się zachować te zasady. I to nawet w zwykłych sytuacjach. Tak ciężko być tym który przyzna się do błędu, powie przepraszam/dziękuję, okaże pokorę czy przebaczenie. Ja chyba nie umiem być dobrym człowiekiem…
- Nie wszystkie ptaki latają a mimo to ciągle nimi są – odparł mistrz.

zaćmienie

gdy dzień chłodny przychodzi
i od wiatru policzek
scena w cień ucieka
a rzeka biegnie wstecz
zamyka się powieka
więźniowie Tartarosu śpiewają wolności pieśń

bez twarzy
w symfonii zbutwiałych nut
trucizną napełniam świat
zmarzliną mój ślad lśni
jeszcze czas
nim niebo otworzy drzwi

widzę…

.

szukasz natchnienia? porozmawiaj z Kobietą :)

Nowe życie zaczyna się tam gdzie kończy się stare. Musisz chcieć i czuć potrzebę zrzucenia z siebie krępujących więzów, oswobodzić się ze strachu, wątpliwości, przyzwyczajenia… Nie możesz wejść do pokoju nie otwierając drzwi. Motyl by móc rozprostować skrzydła – by stać się motylem – i ruszyć w świat miriad kwiatów i słodkich nektarów musi rozerwać kokon. Miejsce, które sam zbudował, gdzie był bezpieczny, gdzie nikt go nie mógł zranić, gdzie było ciepło i przytulnie; czuł się tu doskonale, bo znał to miejsce. Jednak zniszczył je pomimo tego, iż nie widział, co go czeka po drugiej stronie, jaki los mu pisany… ale był gotów by wyjść z kokonu…

daj mi chmurkę :)

Chmury – dzikie i nieskrępowane rumaki niebiańskich prerii. Czym są? Skąd przychodzą? Jaki jest cel ich życia?
Mam swoją wersję odpowiedzi na te pytania… zainteresowani? Jeżeli nie to nie czytajcie dalej ;>
Otóż, czyż nie zdarzyło się Tobie odczuwać emocji – tych negatywnych, brudnych, smolistych, ociekających destruktywizmem? Mogę dać sobie rękę uciąć (a nie jest to frywolne posunięcie), iż odpowiedź brzmi: TAK. A zatem miałeś swój udział – mniejszą lub większą cegiełkę – w powstaniu chmur. Jakże to? – zapytasz zdumiony, przy okazji obdarzając mnie salwami troski o stan mego umysłu…
Czyż owe emocje nie przychodziły do głowy, będącej najbardziej okupowanym stanowiskiem naporu ze strony wroga, po czym odchodziły? No śmiało, niech Twoje usta to powiedzą – TAK. Dzieje się tak, dlatego że omawiane emocje nie mogę stale przebywać w Tobie jeno przez jakiś okres czasu, po czym muszą Cię opuścić (taka krótka wiza). A gdy Cię opuszczą wędrują do góry, w przestworza, gdzie w efekcie kumulacji wszystkich złych emocji wydzielanych przez każdego człowieka tworzą się chmury. Jednak nie są one białe, lecz czarne, ciężkie, sprawiające, iż czujemy się przytłoczeni, i boimy się by niebo nie spadło nam na głowę (jak to mówili Gallowie). W miarę jak te emocję odkładają się w chmurach, te robią się coraz bardziej mroczne i posępne, szykują się do ataku, ciskają piorunami, rozwierają swe paszcze i… zamiast zakończyć życie wspomagają je. Zsyłają deszcz, który łagodzi rany, poi spragnionych, gasi pożary. A gdy on minie pojawia się tęcza, a chmury wyciśnięte niczym gąbki, znowu są białe i czyste. Do następnego razu…
I jak Ci się to podoba? ;>

Starsze wpisy »